Test Lenovo Legion Go – czy to król przenośnego grania?

Dziś na warsztat bierzemy Lenovo Legion Go - prawdziwe monstrum wśród handheldów

Po gigantycznym sukcesie Steam Decka na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń do przenośnego grania. Coś, co jeszcze kilkanaście lat temu ograniczone było przede wszystkim do niewielkich konsol z mocno odstającą względem sprzętów stacjonarnych grafiką, dzięki rozwojowi miniaturyzacji sprzętu staje się coraz popularniejsze, a możliwość uruchomienia nowych tytułów w dobrej jakości gdzie tylko dusza zapragnie zyskuje coraz więcej zwolenników. Taki zalew rynku to wygrana dla graczy, którzy mogą teraz wybierać spośród różnych modeli i wytwórców. Ja postanowiłem wziąć pod lupę giganta w postaci opartego na systemie Windows Lenovo Legion Go.

Zawartość opakowania

Konsola Lenovo Legion Go, ładowarka 65w, futerał do transportu

Dane techniczne

System: Windows 11 Home
Procesor: AMD Ryzen Z1 Extreme (8 rdzeni/16 wątków z taktowaniem 3.3GHz)
Grafika: AMD Radeon (Architektura: RDNA 3, pamięć współdzielona z systemową)
Pamięć: 16GB LPDDR5x-7500Mhz, przylutowana
Pojemność dysku: 512 GB lub 1TB M.2 2242 SSD
Wyświetlacz: 8.8 cala WQXGA (2560×1600) z obsługą multi-touch, IPS, jasność 500 nitów, proporcje 16:10, odświeżanie 144Hz, pokrycie Gorilla Glass 5
Audio: głośniki stereo 2W, mikrofon kierunkowy
Łączność bezprzewodowa: 802.11ax 2×2 Wi-Fi + Bluetooth 5.1
Porty: Czytnik kart microSD, 3.5mm combo jack (mikrofon/słuchawki), złącze pogo-pin do kontrolerów, dwa porty USB 4.0 40Gbps ze wsparciem Power Delivery 3.0 i DisplayPort 1.4
Bateria 49.2 Wh, z technologią szybkiego ładowania Super Rapid Charge
Wymiary: 298.83 x 131 x 40.7 mm. (z podłączonymi kontrolerami), 210 x 131 x 20.1 mm (bez kontrolerów)
Waga: ok 854 g
Dodatkowo: żyroskop sześcioosiowy, sensor światła zewnętrznego (ALS), wysuwana stopka.

Pierwsze wrażenia

Pierwsze, co rzuciło mi się na usta po odpakowaniu Legiona to słowa, na których usłyszenie moi czytelnicy liczyć nie mogą – „Ale wielkie bydlę”. Poważnie, wiedziałem, ze przy takim wyświetlaczu nie będzie to mały sprzęt, ale i tak bardzo się zaskoczyłem. Z tym, że było to zaskoczenie bardzo miłe, bo łapy mam takie, że stanowisko CKM-u mógłbym kopać bez pomocy łopaty, a wszelkie inne handheldy, Switch zwłaszcza, były od zawsze dla mnie zwyczajnie za małe. Ogromny też plus za wyjątkowo dobrze wykonane etui dołączone do zestawu, które jest naprawdę dobrze przemyślane. Na tyle, że jest w nim nawet otwór na kabel do ładowania. Oczywiście mowa tu o urządzeniu z Windowsem, więc ABSOLUTNIE nie wolno ładować go gdy jest uśpione, tylko w trybie hibernacji bądź wyłączenia, inaczej nie unikniemy przegrzania i uszkodzenia spzętu.

Jakość wykonania całości jest bardzo dobra i choć wiem, ze się powtarzam to znów to napiszę – przemyślana. Waga jest dobrze rozłożona (choć kontrolery po odłączeniu mogłyby być ciut cięższe), urządzenie posiada w większości dobrze rozlokowane porty i przyciski, a całość świetnie leży w dłoni. Jedyne czego tak naprawdę mi brak to czytnika linii papilarnych we włączniku, żeby uniknąć wpisywania PIN przy każdym wybudzeniu z hibernacji.

Wyświetlacz

Największy wpływ na wielkość maszyny ma wyświetlacz. 8.8 cala z maksymalną rozdzielczością WQXGA i odświeżaniem 144Hz to naprawdę kawał solidnego ekranu. Powiem wręcz że momentami za duży, przynajmniej jeśli chodzi o rozdzielczość. Choć procesor Z1 Extreme jest naprawdę mocny, to rzadko kiedy będziemy korzystać z rozdzielczości wyższej niż 1200p. Tak naprawdę pełnej rozdzielczości używałem tylko przy oglądaniu wideo wysokiej jakości. Największą wadą jest tu brak zmiennej częstotliwości odświeżania (jedyne opcje to 60 i 144Hz), ale nie uświadczyłem tu screen tearingu.

System operacyjny

Lenovo Legion Go ma domyślne zainstalowany system Windows 11 i jest to zarówno zaleta jak i wada. Do tej pierwszej kategorii należy przede wszystkim fakt, że da się na tym uruchomić pewne tytuły, które na Steam Decku zwyczajnie nie ruszą przez to, że posiadają systemy zabezpieczeń lub zewnętrzne launchery, które są niekompatybilne ze SteamOS. Druga kwestia to fakt, że daje to Legionowi dużo większą elastyczność roli, w jakiej można go użyć. To tak naprawdę niezwykle potężny windowsowy tablet z odłączanymi kontrolerami, a który w prosty sposób można zmienić w komputer. Wadą natomiast jest to, że Windows jest systemem wyjątkowo głodnym zasobów. Cały fenomen Steam Decka polega na tym, że, mimo posiadania znacznie słabszych bebechów niż Legion, genialne radzi sobie z uruchamianiem nawet bardziej wymagających gier między innymi właśnie przez świetnie skrojony system operacyjny, bazujący na Archu Iw wersji 3.0) oraz Debianie (w nie wspieranych już wersjach 1 i 2), popularnych dystrybucjach Linuksa.

Tutaj jednak zatacza się pełne koło i wracamy do wybitnej elastyczności Legiona, dzięki architekturze sprzętowej komputera osobistego. I tak jak na Steam Decku da się, z przygodami i czego szczerze nie polecam, zainstalować Windowsa, na Legiona wgramy dual-boot SteamOS. Konkretnie niemalże 1:1 klon tego systemu, bazujący tym razem na dystrybucji Fedora, Bazzite. Funkcjonalność ma całkowicie identyczną do SteamOS, jednak w odróżnieniu do niego posiada zaimplementowane wsparcie dla wielu różnych architektur CPU, GPU i APU, podczas gdy system od Valve zopytmalizowany jest jedynie pod mocno customowy chipset Decka. Instalacja Bazzite jest relatywnie prosta, wymaga absolutnie podstawowej znajomości obsługi wiersza poleceń i nietrudno jest znaleźć poradnik. Czemu jednak piszę, że instalacja Windowsa na Decku jest niezalecana, zaś Bazzite na Legionie to dobry pomysł? Dlatego że Winda mocno ograniczy i tak już relatywnie słabe podzespoły konsolki Valve, nie wspominając już o zabawach ze sterownikami i innymi funkcjami, zaś sprzęt Lenovo bez problemu łyka zmodyfikowanego Linuksam, zyskując trochę mocy obliczeniowej przy niektórych tytułach, ze względu na mniejsze obciążenie procesami. Jest to oczywiście tylko dodatek, bo Legion świetnie radzi sobie przy systemie Microsoftu, ale miło, że pozostawiono taką furtkę dla entuzjastów i stanowi kolejny dowód na wszechstronność tego sprzętu.

Nakładka systemowa

Nie ma co owijać w bawełnę – jest to zdecydowanie najsłabszy element Legiona. Co prawda niedawno przeszła ogromny overhaul, ale jednak nadal sporo jej brakuje. To, co dla mnie osobiście jest najbardziej irytujące to fakt, że domyślnie odpala się ona w sklepie. Fakt faktem, często można w nim znaleźć duże zniżki ekskluzywne dla posiadaczy Legon Go, ale wolałbym je oglądać raczej z własnego wyboru, a nie dlatego, że producent wciska mi je na dzień dobry za każdym razem, gdy chcę głębiej pogrzebać w ustawieniach konsoli. Drugi duży problem, który nota bene nowa wersja Legion Space wprowadziła, to lokalizacja zrzutów ekranu. Oryginalnie były one umiejscowione w folderze systemowym OBRAZY, a teraz przesunięto je głębiej, między dane aplikacji w plikach systemowych. Do tego jeszcze nie da się teraz zmienić tej lokalizacji, a żeby otworzyć folder trzeba się przeklikać przez zaawansowane ustawienia, gdyż w menu podglądu zrzutów nie ma żadnej opcji dostania się do folderu. Może brzmi to banalnie, ale dla twórców jest to naprawdę irytujące i komplikuje prace.

To czego również kompletnie nie mogę zrozumieć, to bardzo ograniczona możliwość ustawień oświetlenia RGB gałek analogowych. Mamy tylko kilka efektów, oraz relatywnie niewielki wybór predefiniowanych kolorów. O ile jeszcze ilość efektów mnie nie rusza, bowiem zawsze używam i tak stałego koloru, tak brak możliwości dostosowania dokładnego odcienia, czy to przez heksy czy zmianę nasycenia konkretnych kolorów składowych, jest dla mnie dziwna. Zwłaszcza, że technologia do tego jest w urządzeniu obecna, po prostu nie ma ku temu żadnego wsparcia programowego. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że po pierwsze to tylko kwestia kosmetyczna, a po drugie jest oprogramowanie zewnętrzne, które ten problem rozwiązuje, ale w mojej skromnej opinii im więcej możliwości dostosowania takiego sprzętu pod siebie, tym lepiej. Nie wspomnę już o fakcie, że muszę się uciekać do zewnętrznego softu, żeby odblokować tę funkcjonalność.

Żeby nie było jednak, że tylko narzekam. Pomijając powyższe wady, Legion Space to bardzo intuicyjne, dobrze skrojone oprogramowanie, które pomoże nam dostosować sprzęt do naszych potrzeb. Limit TPD, krzywe zachowania wentylatora, rozdzielczość, profile sterowania czy też nawet limiter klatek, do wszystkiego mamy relatywnie łatwy dostęp. Do tego do większości z tych ustawień dostaniemy się przy użyciu szybkiego menu, nie musząc nawet uruchamiać pełnoekranowego Legion Space. Na duży plus trzeba też zaliczyć ilość zintegrowanych skrótów klawiszowych, która czyni korzystanie z Windowsa za pomocą kontrolera dużo łatwiejsze i przyjemniejsze.

Wydajność w grach

Co tu dużo mówić, jest moc! Oczywiście Legion nie może równać się z „dorosłymi” high endowymi PC, ale też nikt tego nie oczekiwał. To czego ja osobiście kompletnie się nie spodziewałem to tego, jak bardzo dobrze gry będą na tym działać. Oczywiście czytałem przed testem materiały marketingowe i wszelkie briefy dostarczone przez Lenovo, ale dekada pracy w branży nauczyła mnie patrzeć na nie z przymrużeniem oka i sceptycyzmem. Dlatego też szalenie mi miło poinformować Was, że nie są one wcale przesadzone. Odpalałem na tym sprzęcie przeróżne tytuły, od Cyberpunk 2077, przez Sand Land, The First Descendant, Ghost of Tsushima, Elden Ring i Destiny 2 i cóż, mało kiedy miałem sytuację, żeby gra schodziła poniżej 60 klatek.

Oczywiście wymagało to pewnych tweaków, takich jak obniżenie rozdzielczości do wspomnianych 800/1200p a także zabawę z detalami, ale przy tak małym ekranie to i tak ledwo zauważalne i rzekłbym, że niewielka cena za komfortowe granie. Co ciekawe niektóre starsze tytuły mają nieco większy problem z odpalaniem się na tym sprzęcie, ale wydaje mi się, że jest to zwyczajnie kwestia kiepskiej optymalizacji pod ten konkretny chipset. Trzeba natomiast przyznać że choć, nie boję się tego powiedzieć, nie jestem fanem AMD, to zastosowany tutaj układ naprawdę daje radę a Czerwoni co i rusz wypuszczają nowe sterowniki i firmware poprawiający ogólne działanie i optymalizację, jedyne co to wypadałoby, żeby sterowniki były dodawane do ogólnego pakietu AMD a nie trzeba ich było szukać na mało intuicyjnej stronie (automatyczne aktualizacje w Legionie bywają zawodne, co też jest raczej winą dostawcy oprogramowania, nie zaś Lenovo)

Kontroler

Wspominając o graniu i użytkowaniu Legion Go nie sposób przemilczeć tematu kontrolera, a raczej kontrolerów. Widziałem w sieci nie raz nazywanie ich „bieda joy-conami” i muszę powiedzieć, ze większej bzdury dawno nie czytałem. To znakomite, bardzo dobrze zrobione i szalenie wygodne moduły sterowania, dodatkowo z ogromnymi możliwościami customizacji (4 dodatkowe paletki i własne profile sterowania, w tym przypisywanie kombinacji do 5 klawiszy). Do tego jeszcze świetny trackpad (choć mógłby być bardziej wycentrowany) a nawet… kółko do przewijania. Jednak nic z tego nie czyni tych kontrolerów aż tak wyjątkowymi, jak ostatnia opcja.

Tryb FPS, bo o nim mowa, pozwala przekształcić prawy kontroler w pionową myszkę. Na początku myślałem o tym jako o nowince, ciekawostce, którą użyję może z raz czy dwa a potem szybko się znudzę. Nic bardziej mylnego! Choć oczywiście wymaga trochę wprawy i dostosowania ustawień, to jednak stał się moją domyślną opcją w grach, uwaga, FPS (wiem, ciężko uwierzyć), ale także w strategiach. Dzięki temu spędziłem godziny w Dune: Spice Wars, CoH 3 czy Men of War 2, a nawet Aliens: Dark Descent, mimo, że obsługuje kontroler, było w tym wypadku dużo wygodniejsze. Oczywiście znów trzeba tu trochę pobawić się z przypisywaniem przycisków, ale jest tego absolutnie warte!

Emulacja i gra zdalna

Zanim przejdziemy dalej wypadałoby wyjaśnić jedno. Emulacja to nie to samo co piractwo. Nie popieram kupowania maszynek retro z tysiącami preinstalowanych gier ani pobierania pozycji, których się fizycznie nie posiada. Absolutnie wszystkie ROMy jakie posiadam są własnoręcznie przeze mnie zrzuconymi dumpami gier, których fizyczne kopie mam w kolekcji. Jest to co prawda miejscami wyjątkowo upierdliwe, a przy niektórych systemach trzeba się doktoryzować z enkrypcji i powalonych architektur procesów (PS3) albo nieźle nabiegać się za hardwarem do kopiowania (GameCube, PSP/PSV), ale satysfakcja z odpalenia takiej gry potem gigantyczna. A Legion Go zdaje się być do tego stworzony. Jasne, jest na rynku sporo maszyn mniejszych i poręczniejszych, których ceny stanowią procent tego, co zapłacimy za maszynę Lenovo, ale większość z nich jednak ma swoje ograniczenia. Po pierwsze wielkość ekranu, który często jest za mały, po drugie nie każda taka maszyna zemuluje większość systemów, po trzecie zaś zwykle system operacyjny to mało przyjazny edycji customowy android.

Zaletą zaś Legiona i systemu Windows jest po pierwsze cała masa przeróżnych emulatorów, a także front-endowych rozwiązań jak RetroArch, które konsolidują różne opcje i czynią cały proces znacznie przyjemniejszym i bardziej intuicyjnym.

Legion bardzo dobrze sprawia się także do gry zdalnej. Nie mam tu na myśli jedynie gry w chmurze, takiej jak Xbox Cloud Gaming czy NVIDIA GeForce Now, ale także do zdalnego kontrolowania choćby PlayStation 4 i 5. Nie jest to niestety, w tym ostatnim przypadku, takie proste, bowiem oficjalna aplikacja do zdalnego grania od Sony nie wspiera kontrolera Xboxa, a jako taki rozpoznawany jest ten wbudowany w Legiona. Trzeba to niestety obejść, na co jest kilka sposobów (płatnych bądź nie). Mamy na przykład świetny, choć nieco kosztowny reWASD, który pozwala nam emulować nie tylko kontroler PS4/5 ale także właściwie każdy inny, a całość działa z dowolną grą/programem, nie tylko Remote Play. Ja natomiast zdecydowałem się na Chiaki, które wymaga nieco grzebania z ustawieniami, ale finalnie działa znakomicie, także w przypadku kiedy jesteśmy poza domem, na sieci innej niż konsola. Oczywiście wszystko zależy od jakości łącza, ale jeśli jest ono dostatecznie szybkie to lagi są mniejsze niż nawet w oficjalnej aplikacji.

Podsumowanie

Powiem wprost – to, co zaczęło się jako test dzięki uprzejmości firmy Lenovo, szybko zamieniło się w miłość od pierwszego wejrzenia. Najlepszym chyba świadectwem będzie fakt, że zanim jeszcze zdałem egzemplarz testowy, to już zdążyłem się zaopatrzyć we własną sztukę. Legion Go bierze części składowe najlepszych handheldów na rynku i składa je, bardzo umiejętnie, w niesamowitą całość. Niepozorna wygoda odłączanych kontrolerów, świetny wyświetlacz, system operacyjny dający ogromną swobodę, mocne bebechy… jest tu wszystko, co wykorzysta zarówno niedzielny gracz szukający rozrywki w biegu, jak i entuzjasta homebrew i emulacji, dla którego duże „blaszakI” to za dużo, a laptop gamingowy to po prostu nie to. Polecam z całego serca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *